Jesień z łososiami na półwyspie Kolskim - raz jeszcze (09.2009)

2009-11-06

zdjęcia: uczestnicy wyprawy

Będąc pod ogromnym wrażeniem wrześniowej przyrody, niezwykłych kolorów tundry, oraz srebrnych ryb, które łowiliśmy w roku 2008, postanowiliśmy w nieco zmienionym składzie raz jeszcze odwiedzić Półwysep Kolski. 

Gdzieś w Rosji - o zachodzie słońca.


Przy ujściu Warzugi do Morza Białego.

Nawet tak doskonałe auto czasem ma problemy w terenie. Na szczęście dla nas, nie zbyt często.

Dobrze mądrego posłuchać

Nad Warzugą dołączają do nas dwaj Białorusini, również wybierają się na rybałkę

Po przeładowaniu bagaży można przekroczyć rzekę.



Do Warzugi również wchodzą niezliczone ilości łososi atlantyckich, jednak my jedziemy dalej na wschód.

Wrak tej łodzi fotografuje chyba każdy, kto przekracza Warzugę. Można znaleźć mnustwo jej zdjęć w internecie, zarówno na stronach polskich, rosyjskich jak i angielskich.





Plaża nad Morzem Białym



Grzegorz

Pamiątkowe zdjęcie



Nasz białoruski przyjaciel wykazywał się artystycznym zacięciem.

Przed nami kilka godzin jazdy w tej blaszanej puszcze, wybrzeżem Morza Białego.



To odpowiedni moment na gorącą dyskusję.







Ten rok jest cieplejszy od poprzedniego, tundra nie przybrała jeszcze jaskrawych, późnojesiennych kolorów.







Rybacka osada, niegdyś kołchoz.







Morze wyrzuca pnie drzew. Stanowią one doskonałe źródło opału.





Wszędzie w Rosji odbudowuje się bądź stawia nowe cerkwie. Daleka północ nie stanowi wyjątku.

Ślady po drobnym nieporozumieniu między sąsiadami.

Miejscowy psiak, który już po raz kolejny przyłączy się do naszej wyprawy.

Biegł wiele kilometrów za wiezdochodem, później został z nami w obozie.

O zmierzchu docieramy do celu.

Gorąca herbatka



Kolacja



Nadchodzi jesień







Po nie przyjechaliśmy



Salmo Salar 92 cm.

Ten sam raz jeszcze.

W rzece.

We wrześniu ciemno robi się po osiemnastej. Mamy wiele czasu na długie Słowian rozmowy.

Zadbaliśmy by wystrój "świetlicowego" namiotu by jak najbardziej przypominał nam daleką ojczyznę.

W czasach Związku Radzieckiego władze przeprowadziły sporo eksperymentów przyrodniczych. Jednym z nich było zarybienie łososiem pacyficznym rzek Półwyspu Kolskiego. Chęć pozyskiwania dużych ilości czerwonego kawioru stała za tymi działaniami.

Padły po tarle łosoś pacyficzny - gorbusza.

Jasiu na rybach.

Łowiąc na muchę trudno o zdjęcie wędkarza z rybą. Kolegom nigdy nie chce się wychodzić z wody. Pozostają fotki przy wędce.









Wybarwiony samiec









Obiecująca miejscówka





















Wędrując w górę rzeki natrafiamy na świeże ślady. Nasz pies wpadł w furię.

















W miejscówce

Może nie zbyt wielki za to ślicznie wybarwiony samiec.



"Jednoręczni Bandyci"

żywe srebro



Czawanga



Strażnik tej rzeki.



Niedźwiedzia kupa

Wygląda na to, że misie jadają jagody.

Na przeciwnym brzegu dostrzegamy amatora jagód i zapewne łososi gorbusza.

















Było fajnie,  jak zwykle wyjeżdżamy z mocnym postanowieniem powrotu.

Docieramy do wsi Czawanga, z zamiarem spędzenia nocy w "cywilizowanych" warunkach.





tundra















Morze wyrzuciło na brzeg niezliczoną ilość opału.







Znów nad Warzugą

W ujściu wita nas foka.







W jednej z chałup oczekujemy na przeprawę.





Właściciel zadbał o gustowny, nastrojowy wystrój wnętrza.









Widok miejscowego z karabinem skutecznie ostudza chęć konwersacji.



Rosja.



Jak dzieci.


 


Web design: Agencja Interaktywna Arcymedia · Powered by: Luppo CMS