Ebro - W poszukiwaniu Cara Europy (2002)
2009-08-06
Bardzo dawno temu, gdy byłem już syty skandynawskich szczupaków, wraz z przyjacielem postanowiliśmy złowić suma. W Polsce udawało się to nielicznym, my wtedy byliśmy niedoświadczonymi wędkarzami, zdecydowaliśmy by zrobić to tam gdzie tych ryb jest znacznie więcej. Ruszyliśmy nad Ebro.
Wprawdzie Aragonia była kiedyś częścią imperium Rzymskiego, więc powinienem nazwać tego największego europejskiego drapieżnika Cesarzem. Niemniej jego naturalne, pierwotne siedliska inspirują by nazywać go Carem.
Nim dotarliśmy do celu naszej podruży, przyszło nam podziwiać wybrzeże Morza Śródziemnego/E_001.jpg)
Jechaliśmy autostradą słońca
/E_002.jpg)
/E_003.jpg)
Nie sposób było ominąć Barcelonę. Na zdjęciu kopuły katedry Sagrada Familia budowanej od 120 lat.
/E_005.jpg)
Na przeciw naszego hotelowege okna w Katalońskim słońcu, dojrzewała konopna plantacja.
/E_006.jpg)
Odwiedziliśmy największy targ w Europie.
/E_007.jpg)
/E_008.jpg)
/E_009.jpg)
A niezwykła tancerka to ostatni obraz jaki zapamietaliśmy z tego miasta. Czas na ryby.
/E_010.jpg)
Zaczeliśmy skromnie - od sandaczy.
/E_011.jpg)
Następnie oddawaliśmy się sielance trolingu, gdy poczułem niezwykle silne targnięcie wędziskiem. Kołowrotek wył jak opetany. Jednak dzwięk, który wydawał był dla mnie niczym syreni śpiew dla Odyseusza.
/E_012.jpg)
Mineła godzina holu
/E_013.jpg)
Po woli upływała kolejna. Miałem zbyt delikatny zestaw, który nie pozwalał mi na siłowe rozwiązania.
/E_014.jpg)
Pod koniec trzeciej godziny holu
/E_015.jpg)
wreszcie zobaczyłem przeciwnika
/E_016.jpg)
Nigdy wcześniej ani ja ani moj kompan nie widzieliśmy takiej ryby. Zastanawialiśmy się jak go podebrać? Nikt się do tego nie kwapił, tymczasem wobler trzymał tylko za jedną kotwiczkę.
/E_018.jpg)
Ostatni, krótki juz odjazd.
/E_019.jpg)
A po nim wymęczony Car europejskich wód wylądował w łodzi. Nie mogłem uwierzyć, że mi się udało. Pokłoniłem się przed jego majestatem.
/E_020.jpg)
Mierzył 2 metry!
/E_021.jpg)
/E_022.jpg)
/E_023.jpg)
Jeszcze fotka z góry
/E_024.jpg)
I z boku
/E_025.jpg)
Jeszcze krótka sesja zdjęciowa na brzegu.
/E_026.jpg)
Ostatni uśmiech
/E_027.jpg)
i zwracam mu wolność.
/E_028.jpg)
Teraz, gdy omocje nieco opadły mogę obejrzeć woblera. To cud, że ryba się nie odpieła.
/E_029.jpg)
Zimne piwo po długim, wyczerpującym holu, zasłużona nagroda.
/E_030.jpg)
W pensjonacie, w którym się zatrzymaliśmy, poznaliśmy dwóch wędkarzy z Niemiec. Przyjeżdżają nad Ebro regularnie od osiemnastu lat, kilka razy w roku. Od nich dowiedziałem się, że spinning nie jest zbyt efektywną metodą na sumy. Oni łowili na tzw. boję. Jako przynety używali kilowych i większych, żywych karpi. Na początku metoda, do której nas namawiali wydała mi się prymitywna, tym bardziej że przecież mi udało się złowić okazałego suma na sztuczną przynętę. Jednak po dwuch następnych dniach bez brania dużej ryby na spinning, daliśmy się namówić.
/E_031.jpg)
Najpierw należało nałowić karpi.
/E_032.jpg)
Następnie żywca zbroji się systemem składającym się z pojedynczego haczyka na grzbiecie i kotwiczki pod płetwą brzuszną.
/E_032a.jpg)
By wywieźć rybę w dobrej kondycji na odpowiednie, wcześniej wybrane miejsce, dobrze posiadać na łodzi sporej wielkości naczynie z wodą - najlepiej beczkę po kapuście.
/E_033.jpg)
/E_034.jpg)
Karpia mocuje się do wcześniej postawionej w tym celu boji przy pomocy niezbyt grubej żyłki. Cały zestaw powinien być naciągniety a wędziska ugiete. Gdy sum atakuje naszą przynete, zrywa łączącą z boją żyłkę, wędzisko automatycznie się prostuje. Wtedy zachowując zimną krew, należy wybrać luz i potężnie zaciąć.
/E_035.jpg)
Jeśli ryba na to pozwoli można holować ją do brzegu. Jednak nie zawsze to się udaje. By nie ryzykować utraty zdobyczy lepiej wypłynąć za nią na wodę i kontynuować hol z łodzi.
/E_035a.jpg)
Sum nie był zbyt wielki, dlatego udało się go bezpiecznie doholować do brzegu.
/E_036.jpg)
/E_037.jpg)
/E_038.jpg)
/E_039.jpg)
/E_040.jpg)
Wstydu nie ma.
/E_041.jpg)
/E_042.jpg)
To zdjęcie było na okładce Wiadomości Wędkarskich :-)
/E_043.jpg)
Sukces ma wielu ojców.
/E_044.jpg)
/E_045.jpg)
Po krótkiej sesji ryba wróciła do wody.
/E_046.jpg)
Mineło wiele lat od tego pokazu nim doceniłem kwoka.
/E_047.jpg)
Samotna walka
/E_048.jpg)
Wytrzymałe wędzisko, plecionka o mocy 80 kg, to sposób na suma. Walka jest krótka ale bardzo dynamiczna i siłowa. Czuje się adrenalinę. Poza tym rybę w bardzo dobrej kondycji można wypuścić do wody.
/E_049.jpg)
/E_050.jpg)
Moja, twoja
/E_051.jpg)
/E_052.jpg)
/E_053.jpg)
/E_054.jpg)
/E_055.jpg)
/E_056.jpg)
Zwycięski łowca
/E_057.jpg)
/E_058.jpg)
/E_059.jpg)
/E_060.jpg)
Mi też udaje się złowić suma na żywca.
/E_061.jpg)
/E_062.jpg)
/E_063.jpg)
/E_064.jpg)
/E_065.jpg)
/E_066.jpg)
I tym razem sukces ma wielu ojców.
/E_067.jpg)
I do wody.
/E_068.jpg)
/E_069.jpg)
/E_070.jpg)
Wahania wody w Ebro są bardzo duże. My trafiliśmy na stan średni. Jednak na tyle niski by odsłonić zatopiony wrak samochodu.
/E_072.jpg)
/E_073.jpg)
Gruntówki stały jak zaczarowane.
/E_073a.jpg)
Jednak po kilku godzinach nastąpiło branie.
/E_074.jpg)
/E_075.jpg)
/E_076.jpg)
Tym razem sum jest ogromny.
/E_077.jpg)
/E_078.jpg)
/E_079.jpg)
/E_080.jpg)
Mierzył również 2 metry. Jednak wydawał się grubszy od mojego.
/E_082.jpg)
/E_083.jpg)
/E_084.jpg)
Po tym wyjeździe nad Ebro wróciłem jeszcze cztery razy. Zapraszam do oglądania relacji z kolejnych wypraw.
© Wszelkie prawa zastrzeżone przez Rybolownia.pl
