Ebro - Pożegnanie drapieżnika (2005)

2009-08-05

 
Wróciłem nad rzekę Ebro, tym razem wczesną wiosną, którą w Hiszpanii zauważamy na każdym kroku.

W Polsce bocianom wystarczą dachy stodół, jednak w kraju o tak bogatej architekturze ruiny starej katedry wydają się odpowiedniejsze.

 

 

 

 

 

 

 Stara warownia strzeże skarbów w rzece. Wszak po jej bogactwa przyjeżdżają wędkarze z całego świata. 

 

 

 Ebro a tak naprawdę, utworzony na niej sztuczny zbiornik zaporowy Caspe

  By złowić suma trzeba mieć na co go łowić. Rozstawiliśmy gruntówki oczekując na branie kilowego karpia. Szczęście nam nie sprzyjało. Nigdzie nie było małych ryb. Brały ryby o masie 5kg i większe - odrobinę za duże. Te same kłopoty mieli wszyscy wędkujący nad rzeką. Skórę uratowali nam angielscy wędkarze, którzy zdradzili adres sklepu w odległym miasteczku, w którym można było nabyć małe liny. Ściśle strzeżoną tajemnicę przekazali pod przysięgą, nie mogliśmy jej wyjawić Niemcom.

 Teraz należało wybrać miejsce na rozstawienie boji.

Wczesną wiosną woda miała niewiele powyżej 12C. W tej temperaturze drapieżniki nie są zbyt aktywne. Należało więc znaleźć miejsca w których przebywają i zawiesić przynęty tuż nad nimi.

 Jesienią rozwożenie zestawów jest znacznie prostsze, ponieważ przynętę zostawia się na głębokości od 1 – 2 metrów pod powierzchnią wody. Sumy aktywnie poszukują zdobyczy płynąc w połowie wody. Atakują swoje ofiary, widziane nad sobą.

 Teraz żywce musiały być rozstawione tuż przy dnie. W związku z tym należało poza samymi rybami znaleźć miejsca w rzece, w których głębokość nie przekracza 10m. Rozstawienie zestawów na większej głębokości byłoby technicznie bardzo trudne.
Na ekranie widzimy echo naszych poszukiwań. Porównując je do skali głębokości wiemy, że ryby mają około dwóch metrów. Wydają się odpowiednie by podjąć wysiłek i zapolować na nie.

 Pozostało nam czekać na branie.

 

 

  Po kilku godzinach wędką Rafała coś silnie targnęło. Zaciął a po 20 minutach mogliśmy oglądać pana tej rzeki.

 

 

 A tak wyglądała sierpniowa okładka Wiadomości Wędkarskich

 

 

 

 

  Mimo, że ryby wzięła na małego lina, Rafał postanowił empirycznie sprawdzić czym naprawdę żywią się sumy w tej rzece.

 

 

  Okazało się, że nie tylko wędkarze mają kłopot ze zdobyciem kilowych żywców. Ten karp musiał ważyć (gdy żył) co najmniej cztery kilo.

 

 

 I znów pozostało nam czekać na kolejne brania. Temperatura w Andaluzji w marcu średnio dochodzi do 25C a piwo w naszej lodówce osiąga góra 5C. Czas upływał na istnej sielance.   

 

 

 

 

 I ja doczekałem się swojej ryby, nie tak wielkiej ale mi się podobała.  

 

 

 

 

 

 

 Święty Miguel nagrodził łowcę.   

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

  Mieszkaliśmy w pensjonacie przeznaczonym dla wędkarzy, prowadzonym prze starsze niemieckie małżeństwo. Ściany pokrywały zdjęcia największych okazów złowionych przez ich klientów. Robiły wrażenie.  

 

 

 Prezent od innych gości pensjonatu. Potraktowaliśmy go jako ciekawostkę i to był błąd.   

  Następnego dnia już o zachodzie słońca.  

 Najpierw należało delikatnie wyjąć z paszczy drapieżcy cenną przynętę. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Następnego dnia znów rozstawiamy obóz w tym samym miejscu. 

 

 

 

 

 Mi biorą kijanki. Dobre i kijanki…

 

 

 

 

 

 

 

 

 I znów kijanka

 

 

 

 

 

 

 

 

  Doczekałem się potężnego brania, holuję licząc że będę miał zdjęcia nie gorsze od kolegi.

 I tak jest w istocie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 Ciągle trudno o małego żywca.

 Zatopione gaje oliwne. Sumy uwielbiają je, ponieważ czują się tam bezpieczne. Nawet zacięte mają znacznie więcej szans na ucieczkę. Używając wzmocnionych zestawów postanowiliśmy spróbować. Podczas brania ryby w takim miejscu, hamulec musi być dokręcony na „blachę”. Drapieżnik nie może mieć możliwości odjazdu choćby na metr, jeśli mu się to uda to na pewno wygrał. 

 

 

 Walka za sumem przy dokręconym hamulcu to niesamowite uczucie. Musicie spróbować, pamiętajcie tylko aby plecionka do takiego zestawu miała jakieś 80kg wytrzymałości. 

 

 

 Gdy spływaliśmy na kwaterę spotkaliśmy Anglika, który złowił suma na pellet. Zdziwiło nas to. Niestety było to pierwszy zwiastun czasów gdy te piękne i waleczne drapieżniki staną się rybami spokojnego żeru. Mieliśmy się o tym przekonać podczas kolejnej wyprawy. 

 

 


Web design: Agencja Interaktywna Arcymedia · Powered by: Luppo CMS