Alaska - wśród niegościnnych Inuitów. Wyprawa na Tarpony Północy (08.2008)
2009-07-03
zdjęcia: Andrzej Kulka, Maciej Król i reszta całej Kulka Group
Zwiedziwszy południową, oswojoną Alaskę, złowiwszy wszystkie gatunki pacyficznych łososi, udaliśmy się na jej północno-zachodni kraniec. Wylądowaliśmy w Kotzebu, osadzie poszukiwaczy złota, nad Cieśniną Beringa.
Nie tylko poszukiwanie złota zajmuje tutejszych osadników. Ważnym zajęciem jest hodowla i wyścigi psów zaprzęgowych.

Kotzebu jest tylko przystankiem w naszej podruży nad rzekę Kobuk. Mając chwilę czasu w oczekiwaniu na lokalny samolot odwiedzamy eskimoską cepelię.


Ta płaskorzeźba jest wykonana z kręgu wieloryba.

Panorama Kotzebu

Na tyłach domów trzymane są psy zaprzęgowe. Zwierzęta podczas lata nie mają zbyt wiele zajęć.
Jest i nasz samolot.
Terytoria oznaczone kolorem zielonym podlegają jurysdykcji USA, inne to ziemie, nad którymi kontrolę sprawują Inuici.

W środku samolotu nie czujemy się zbyt pewnie.
Pod nami tundra.
Mijamy setki rzek i jezior, w większości z nich pewnie nikt nigdy nie łowił. Dotrzeć do nich można tylko własnym środkiem latającym, zimą zaś psim zaprzęgiem.
Nasz cel, rzeka Kobuk.
Wyladowaliśmy w Ambler. Małej inuickiej osadzie. Poza Eskimosami mieszka w niej kilku białych. Są odpowiedzialni za bezpieczeństwo "lotniska", prowadzą sklep.
Gdy my pozujemy do pamiątkowej fotografii, Eskimosi rozładowują samolot.
Kład jest w tych stronach najpopularniejszym środkiem transportu.
Nieśmiało się rozglądamy, czujemy że też ukradkiem jesteśmy obserwowanii.

Odjezdżamy małą ciężarówką na przyszłą kwaterę.
Ambler, inuicka wioska, w promieniu kilkuset kilometrów nie ma nic, tylko tajga, góry i dzikie zwierzęta.
Drogi są własnością rządu, reszta ziemi jest pod kontrolą Inuitów. Oznaki władz federalnych są traktowane z należną im czcią.
Jeden z psów zaprzęgowych.
Zamieszkujemy w domu miejscowego sklepikarza. Trofea robią na nas wrażenie, choć tutaj są czymś normalnym. Wszak wszyscy są traperami.
W lokalnym sklepiku, takim samym, jaki prowadziła Ruffen, postać z filmu "Przystanek Alaska"
Poza bronią można było nabyć prawie wszystko co jest potrzebne do życia na Alasce. Nie było alkoholu, ponieważ na wszystkich terenach należących do rdzennej ludności oficjalnie panuje prohibicja. Przy czym należy podkreślić słowo oficjalnie.
Kobuk
Spotkanie nad wodą. Wzbudzaliśmy ogromną ciekawość pojawiając się w tej osadzie. Niekiedy agresję.

Według pierwotnego planu mieliśmy spłynąć rzeką i rozbić obóz na jeszcze większym odludziu. Niestety usługa wynajęcia łodzi nagle zdrożała o kilka tysięcy procent. Nieco załamani zastanawiamy się co robić dalej. Postanowiliśmy zostać w osadzie u sklepikarza. To był strzał w dziesiątkę bo ryby w tym miejscu brały z każdego rzutu.

Kobuk nie pozwalał oderwać od siebie oczu.
Góry na horyzoncie pobudzały wyobraźnię. Podobno gdzieś tam były stare szyby pozostawione przez poszukiwaczy złota z początku wieku.
Prawie jak Arka Noego
Czyzby legendarny Ford T. Podobno wszystkie egzemplarze były czarne. Ten widać przemalowano.
Sanie czekają na swoją porę roku.
Decydując się na wyprawę musieliśmy zostawić nasze kobiety w domu.
Szczęki i zęby mamutów. Częste znalezisko w tych stronach. Leżały na komodzie w naszej kwaterze.

Niezły klimat.
Przed domem.
Miejscowi suszą łososie. Zimą posłużą jako karma dla psów zaprzęgowych.
Wszędzie na dalekiej północy, czy była to Norwegia, Rosja czy też Alaska widziałem taki sam bałagan. Przez większość roku rozrzucone rupiecie są zasypane sniegiem, więc może dlatego na krótkie lato nie opłaca się ich porządkować.
Dziki, arktyczny owies.
Dzieci były najodważniejsze, one pierwsze nawiązały z nami kontakt.
Później pojawili się bardziej nobliwi przedstawiciele lokalnej społeczności.


I w końcu jesteśmy na rybach. A te brały niemal z każdegu rzutu.

Ryby a były to nelmy ważyły od 8kg do 12 kg. W tym wieku osiągają dojrzałość płciową i wyruszają z Oceanu Arktycznego na tarło w rzeki północnej Alaski i Syberii.
Nelmy inaczej niż łososie, podczas swojej wędrówki intensywnie żerują.
Nikt z nas wcześniej w ciągu jednego dnia nie złowił tylu metrowych ryb.
Darek robi sobie przerwę w nelmach, łowi lipienia arktycznego.
Traper Bob. Lubił przychodzić nad rzekę i obserwować nasze zmagania z rybami. Pierwszego dnia przyszedł z karabinem i magnum. Drugiego musiał uznać, że jesteśmy raczej nieszkodliwi, zabrał tylko magnum.
Ryby, ryby, ryby



Równe 12kg
W związku z tym, że wszystkie okazy są do siebie podobne, staram się sfotografować coś innego, choćby ptaka.
Ryba Kuby walczy inaczej.
Po długiej i morderczej walcę wyciąga ketę.

Ciekawska
To jedno ze zdjęć, które w pełni oddaje naszą codzienność.
Walka
Czas na przerwę.
Jednak nie zbyt długą.
Gdy złowiliśmy już wszystkie nelmy możliwe do złowienia z brzegu, udało nam się wynająć łódź i dobrać sie do tych okazów, które żerowały w środku nurtu.
Walczyły znacznie lepiej. Eskimos wyjaśnił nam, że te, które żeruja w największym prądzie, przybyły miesiąc temu i poprzez intensywne żerowanie zdołały odbudować swoje siły. Ryby, które trzymały się bliżej brzegu, dotarły niedawno i były zmeczone trudami wędrówki.

Raj
Temu chłopcu ryba połamała wędkę. Za wszelką cenę chciał uniknąć spotkania z ojcem.
Nałowieni.
Pora wracać. Z niepokojem wyczekiwaliśmy samolotu. Spóźnił sie tylko godzinę a mógł nie przylecić. Wystarczy lekkie załamanie pogody aby plany runeły w gruzach.


Żegnamy Kobuk. Wiele bym dał by wrócić w to miejsce raz jeszcze.
Z Alaski odlatujemy skrzydlatym łososiem.
© Wszelkie prawa zastrzeżone przez Rybolownia.pl
