Komary i łososie - wyprawa na pięć rzek Półwyspu Kola 2010

2010-08-21

  Tym razem nasza wyprawa na półwysep Kolski wymagała logistyki na najwyższym poziomie. Pierwszy ruszył Rafał by obłowić osławione Ache i Panoi. Po tygodniu miał podlecieć do Murmańska by odebrać nowego przyjaciela, poznanego przez internet wędkarza z Kolumbii Brytyjskiej Jaap'a (swoją drogą odważny z niego chłop). Główny trzon wyprawy pierwszy raz miał skorzystać z transportu lotniczego i zamiast trzydniowej tułaczki przez Białoruś i Rosję zdecydował się na lot do fińskiego Rowaniemi, siedziby samego św. Mikołaja. Stamtąd to już tylko kilkaset kilometrów do Kandałakszy, w której wszyscy mieliśmy się spotkać i ruszyć ku przygodzie nad Czawangę. Dla części ekipy nie był to jednak koniec wyprawy. Wrócili do Murmańska by łowić na Koli i Urze.

Podobno MI 8 spadają o wiele rzadziej niż MI 14

Ile było decybeli? - nie znajet. Na pewno dużo.

Przelatywaliśmy nad zupełnie dziewiczym terenem

a widok, na przemian tundry i tajgi zapierał dech w piersiach

Na dole ujrzeliśmy rzekę, cel naszej wyprawy

Długo oczekiwane lądowanie

Nasza taxi w całej okazałości

U celu

Camp

 

i pierwsza rybka z Panoi

kolejna dała czadu, nim pozwoliła się sfotografować

 

W sumie 5 ryb w 3 godziny i sporo spadów. Niezły początek.

Rzeka jest śliczna

i szczodra...

Monkey fly w akcji

Kolejna taksówka, podrzuci nas w górę Achy.

Ten "łoś" walczył jakoś inaczej. 

trzeba tyrać

a na efekty ciężkiej pracy nie trzeba czekać zbyt długo

 

jest fajnie

 

 

 

Śliczna miejscówka, choć ryby były chwilowo innego zdania

jak widać tylko chwilowo

 

 

 

 

 

Zmiana muszki na mniejszą

i na brzegu melduje się śliczna rybka

 

Mała Monkey fly

To już tundra

Po poprzednikach ;-)

 

Poniżej górnego obozu rzeka rozlewała się szeroko, cholera jak tu łowić w prawie stojącej wodzie

No w końcu jakaś miejscówka

I jej mieszkaniec

Jak nie ma dużych, dobry i mały.... Nawet lepszy ;-)

Martwa natura

Lunch, do picia woda z rzeki

Górny obóz

Śliczny pstrąg

i jego łowca

Nie tylko łosie lubią Monkey fly

Po tygodniu ciężkiej pracy pierwsze piweczko, cena 6USD za sztukę, trzeba pić powoli

Muszka konkurencji

Panoi w zestawieniu z Achą jest brzydka. Nie przypadła mi do gustu.

No może za wyjątkiem Home Pool. Jednak urok miejscówki niszczy wyjątkowo antypatyczny Camp Manager. 

Znowu taxi

O dziwo na rzece panował spory ruch

 

Prawdziwe syberian hasky

Powrotu nadszedł czas

myślami już byłem nad Czawangą

Gdy Trener (tzn. Rafał) myślał o Czawandze my czyli Technik, Pierwszak, Dudek, ja i Artysta na skrzydłach Finnair dotarliśmy do Rowaniemi.  Nie obyło się bez komplikacji, musieliśmy przebukować bilety by lepiej logistycznie dopracować naszą wyprawę. Zrobiliśmy to dopiero 5 miesięcy przed odlotem ale dzięki wspaniałomyślności linii lotniczych, dopłaciliśmy tylko 50% do ceny.......

Kolejnego dnia byliśmy już w Rosji, w Kandałakszy. Na zdjęciu hotel, z którego często korzystamy.

Na moście w Kandałakszy

Tak Rosjanie ślubują sobie miłość

Wszyscy razem, tradycyjne słowiańskie przywitanie

Docieramy nad ujście Warzugi, a tu jak zwykle czeka nas obowiązkowy postój. Czas dla filmowców i fotoreporterów

Tutaj kończy się zasięg

Samochód z Polską rejestracją. Szacunek Panowie.

Titanic - w relacji z 2006 roku możecie zobaczyć jak wyglądał cztery lata temu

Tą łódź stoi w tym miejscu wiele lat. W Skandynawii gdy umiera rybak, nie rusza się jego łodzi, aż zgnije. Być może ten piękny zwyczaj istnieje także na Kola?

Grzegorz romantyk

Istniej w Rosji prawosławne bractwo, które wzdłuż granic całego imperium stawia krzyże...

Rosja się rozsypuje, może lepiej aby akurat to miejsce pozostawić dzikiej naturze?

 

Na krzyżu wizerunek nowych prawosławnych świętych, rodziny carskiej zamordowanej podczas rewolucji

Młoda mewa ćwicząc ekwilibrystykę nic nie robiła sobie z majestatu świętych

Elektryfikacja

Do mewy jednak troszkę mu brakuje

nieprawdaż?

 

Na Titanicu ostała się tylko toaleta. U nas też takie bywały...

Na budynku napis Cieławiek trudam sławien niestety coraz bardziej zatarty

Nadpływa łódź, którą przeprawimy się na drugi brzeg Warzugi. Przewozi Litwinów powracających z rybałki. Moskitiera na czapce jednego z nich to  zły znak. Jak zły, dopiero się mieliśmy przekonać...

A mewy bez ustanku krążyły nad naszymi głowami

 

Podczas całej drogi trafialiśmy na skorupki po orzeszkach piniowych. Długi teleobiektyw ujawnił piniowego skrytożercę

Ruszamy

Po drugiej stronie w Kuzomieniu

Lata świetności dla starych wjezdochodów dawno minęły. Teraz liczy się oszczędne spalanie.

Ułaz na bagnistą tundrę

życie...

Cywilizacja zamienia się w rdzę

 

Wkupiliśmy się łaski miejscowego...

 

Murmańsk Fly Fishing Club - podobno bardzo prężna organizacja

 

Nasz kolejny środek transportu, rocznik 1969 - wymaga stałych przegladów

Nadpływa reszta grupy

 

Morze Białe

Jeszcze raz Morze Białe

 

 

 

Przyroda nie poradzi sobie z azbestem, użytym przy budowie tej chałupy

 

Beczki po ropie w końcu strawi rdza

Czaszka walenia

 

Samotna rybacka chata, na kompletnym odludziu

 

Kanadyjsko Białoruska wymiana poglądów

 

Czawanga. Nie było mnie tylko dwa lata a tu świat nie stoi w miejscu.

Nawet dotarły tu kłady. 

 

Kolor staje się modny, po całym wieku szarości...

 

Patent na konserwowanie zapasów

Miejscowy wędkarz

Czyżby hariusy?

 

Naszą obecność zwęszył Nos, miejscowy pies który ze wsi przenosi się zawsze za nami do obozu, pewnie z sympatii

Stare wjezdochody zastąpiły mniej paliwożerne, zakupione w Szweckim demobilu ciągniki artyleryskie

Pierwszy rzut oka na rzekę

Patrol

Czawanga

 

 

Ta miejscówka nosi nazwę Rów Trenera, wiele łososi z niej wyjechało i jeszcze wyjedzie

Np. taki srebrniaczek

Ciężko wytrzymać bez siatki

Dobry i mały

Oficjalne powitanie

z komarami

akcja szyja się rozwija

Obóz o poranku

Nasza toaleta, dzięki moskitierze nie musieliśmy umierać z upływu krwi

 

Zwiad

 

Zapas

A na śniadanie jajecznica na cebulce

A po śniadaniu nad rzekę

 

 

 

 

dobry i lipień...

wędzarnia 

 

jak liberał

Monkey fly w budowie

 

Rzeka jest przepiękna

 

Ta miejscówka wyglądała bardzo obiecująco

kolejny rzut

i sreberko, oczywiście po długiej, wyczerpującej i dramatycznej walce

 

Wiele wielkich ryb wyjechał z tego miejsca

Sądziliśmy że łososie kończą swoją wędrówkę pod wodospadem, jednak miejscowi twierdzą, że powyżej trafiają się wielkie ryby

Pierwszak czeka na branie

a kto czeka ten się doczeka...

Piękne sreberko

Artysta wyjął kilka ładnych ryb z tego miejsca

Nie ukrywam, że czasem łosoś zamiast z powrotem do wody trafi do kopciłki

albo zostanie z niego zrobiony gravlax

Materiał na nasze muchy dostarczyła firma......

Było z czego kręcić

oj było...

Powrót

 

oj ładny

Pierwszak i jego nie pierwszy hol

Czasem trafiał się pstrągi

wędkarz muchowy

Na miejscówce

rybodajnej miejscówce...

Znakomita większość ryb wracała do wody, do tego stopnia, że musieliśmy przejść na puszkowe jedzenie

Ciężko objąć rybę gdy aparat trzyma się w drugiej ręce

Lepiej prezentuje się na trawie

Artysta łowi rybę za rybą, jak się umie to nie sztuka

I do wody

Jaap rzucał najpiekniej

I czasem te rzuty kończyły się holem

Dla  części z nas  to już koniec wyprawy,  dla Trenera, Artysty i Jaap'a kolejny etap przygody

 

Rosyjska odpowiedź na Humera

Wrak starego trałowca, użyty jako cel przez Wojenną Rosyjską Marynarkę 

i foka na ujściu Warzugi

Tacy jak on towarzyszyli nam nad Czawangą i mieli towarzyszyć dalej. (W ferworze fotografowania nie zdą.zyłem go zatłuc)

Murmańsk, gorad gieroi, nigdy nie zdobyty przez wroga

Pomnik obrońców miasta

Shongui to taki kolski Trzebiatów, nie wiem tylko gdzie więcej kłusowników. Na pewno wiem, że w Koli są większe ryby.

Nasza kwatera

W środku było nieco lepiej

Miasteczko do tych urokliwych - nie należy

Niemniej mieszkańcy starają się, jak mogą, je upiękrzyć

Koniec lub jak kto woli, początek drugiego odcinaka.

Miejsce fantastyczne

Jeszcze żeby tak z niego coś wyholować...

Starannie obrabiamy miejscówkę po miejscówce, z mizernym skutkiem...

Ura

 

Ura obfitowała w podręcznikowe miejscówki, szkoda że tylko podręcznikowe

Tu wpada Urica do Ury

Tak sobie usiadłem i rzucałem...

by wyciągnąć bardzo godną...

i bardzo świeżą rybkę...

Lunch

 

Dacza pod Szongujem

JOBANA JAMA - legendarna miejscówka na Koli. Widać, że ryba nie idzie, skoro tylko pięciu łowi.

Dzień wcześniej było tu 15 osób.

Punkt sprzedaży licencji na Ure. Znaleźć to miejsce bez lokalnego guida to wyzwanie.

Ura, jedna z najpiękniejszych rzek jakie widziałem

Ryba pozna fachowca...

Bywajet

Operacja na żywym organizmie. Jeśli ktoś nie umie podajemy instrukcje:

- najpierw należy siłowo przebić grotami skórę, z drugiej strony - na wylot, (bo wyciągnąć z powrotem ich się nie da)

- następnie obcinamy groty

- i wyciągamy, już bezboleśnie kotwice

Dlatego na rybach należy mieć zawsze multitoola

Tekst: Rafał Kamiński 

            Maciej Król

zdjęcia: Maciej Król, Paweł Czumaj, Piotr Czechowski, Rafał Kamiński, Grzegorz Łoszewski

 

 

 

 

 

 


Web design: Agencja Interaktywna Arcymedia · Powered by: Luppo CMS