Lawendowi wojownicy, Big Game w Kenii - 2010

2010-04-18

Gdy stanąłem nad Oceanem Indyjskim i ujrzałem trójkątny żagiel, wyglądający jak z przed wieków, wiedziałem że wybór był słuszny, że w Kenii będzie nam dane przeżyć prawdziwą przygodę.

Chciałem zawsze odwiedzić Afrykę ale tę z „Pożegnania z Afryką”. Czy ona jeszcze istniała? Z drugiej strony jechać na inny kontynent bez wędki, nie mieściło mi się w głowie. Nadarzyła się okazja, BIG GAME w Malindii. Rusza spora grupa Polaków, namówiłem przyjaciół i niebawem znaleźliśmy się w tym egzotycznym miejscu.

 Wschód słońca w Afryce jest „ciepły” (dosłownie i w przenośni). Barwy przypominają te jakie u nas widzimy tylko o zachodzie.

Przygoda się zaczyna. Małymi szalupami podpływamy na właściwe, trolingowe łodzie.

Zgrana załoga działała jak w zegarku. Po kilku minutach od wypłynięcia wszystkie zestawy były już w wodzie.

 Kapitan, o tych wodach i trasach ryb wiedział wszystko.

Łowiliśmy na kolorowe wabiki, do których były przywiązywane kawałki rybiego mięsa.
Na tej desce przygotowywano, przynęty, nasze posiłki, często też po niej chodzono. Postanowiliśmy chronić na ile to możliwe nasze wschodnio europejskie żołądki rezygnując z takich rarytasów jak sushimii. Koncentrowaliśmy się na posiłkach, przygotowywanych w wysokiej, bardzo wysokiej  temperaturze.

Przygotowaniom zawsze towarzyszyły mewy, liczące na kąski z wędkarskiego stołu.

Warto było obserwować wodę, ponieważ (o czym mieliśmy przekonać się niebawem) żaglice, marliny czy dorado atakowały z powierzchni wody. Ich brania przypominały atak torpedowy.

W pełnej gotowości.

Niebawem mieliśmy się przekonać, że no kill to nie taka prosta sprawa w tych stronach. Pensje dostaje tylko kapitan, załoga żyje z napiwków i z tego co zarobi ze sprzedaży ryb. Takie podejście armatora sprawia, że Big Game wyglądać może dość krwawo.

Pierwsze branie, pierwszy hol...

Wahoo nie ma szans.
Po powrocie sięgnąłem do opowiadania Hemingway'a „Stary człowiek i morze” (po 25 latach). On bardzo wiele akapitów poświęcił opisowi drewnianej pałki używanej przez Santiago. Postanowiłem też ją pokazać.Tak wyglądała i wygląda rzeczywistość.

Nie rozpaczaliśmy zbyt długo, ryba okazała się wyśmienita.

W chwile potem mamy kolejny hol. Także wahoo.
Później się połapaliśmy, że na początku załoga stara się złowić coś na obiad i na przynętę.

Stary Santiago (bohater wspomnianego wyżej opowiadania) wypatrywał ptaków, bo zdradzały mu one położenie tuńczyków albacore i bonito. Te żerowały na latających rybach, na które polowały też ptaki. 25 lat temu nikt w PRLu nie rozumiał o jakich rybach on pisze. Nadal są egzotyczne ale przynajmniej znamy ich smak z puszek.
Ptaków wypatrywała również nasza załoga. W tym samym celu. Przy ławicach bonito kręciły się większe drapieżniki.

Oleista woda, jakby zwolnione fale, cisza i nagle branie żaglicy. Wszystkim ugięły się nogi. Nikt nie wierzył, że to może być prawda. Dwumetrowa ryba, tańcząc w powietrzu bez trudu wysnuwała żyłkę z kołowrotka.

 

Nie mogliśmy uwierzyć jak jest piękna. Takich barw się nie spodziewaliśmy. Wprawdzie Hemingway pisał o kolorach lawędy,  niezwykłych fioletach ale kto go wtedy rozumiał.

Podebranie to trudna sprawa. Ryba z całych sił walczy o życie. A siły ma wiele.

Jeszcze nie mogę uwierzyć

Żona twierdzi, że to moje najlepsze zdjęcie z rybą...

 

 Po wyjęciu z wody, żaglice i niemal wszystkie inne morskie ryby w ciągu kilku chwil tracą kolory. W walce wyglądają dumnie i wyniośle, na rękach już tak sobie.

Jeszcze została jej odrobina koloru

Żaglica wraca do wody. Nasza załoga to killerzy, (mieliśmy później szansę przekonać się o tym niejednokrotnie) niemniej część ryb udało się ocalić.

 

Zabrzmi to banalnie ale na kolejne branie żaglicy nie czekaliśmy długo.

 

 

 

 

Ciężko ją było zmieścić w kadrze.

Prawie się udało

 Wraca

Odpływa

Bilans dnia. Czerwone flagi oznaczają złowione żaglice. Czarna rozdzielająca dwie górne od pozostały dziewięciu oznacza, że dwie żaglice zostały zabite. Dziewięć WYPUSZCZONO.

Nasz transport na ląd.
Jesteśmy blisko ujścia rzeki a w górach rozpoczęła się pora deszczowa. Gliniasta woda barwii malachitową toń oceanu.

Powrotom wszystkich rybackich łodzi na świecie zawsze towarzyszą mewy.

Człowiek „wyłowiony”

Snow Goose (Śnieżna Gęś) nasza łajba.

 

 

Na starej łodzi stara angielska (nie brytyjska) flaga

 

Masaj i biały, oślepiający piasek afrykańskich plaż.

Nowoczesność

W Fishing Club’ie

Adam w paszczy rekina

Są miejsca, gdzie spotyka się szczęśliwych i raczej zamożnych Afrykanów, są inne gdzie Kenijczycy są ciągle weseli i uśmiechnięci, chociaż mniej zamożni.

Ten człowiek oferował bardzo korzystne przeliczniki. Ciekawe gdzie kupił w Afryce wełnianą czapkę?§§

Zagadka wełnianej czapki rozwiązana.

Odwiedziliśmy „fabryczkę” pamiątek dla turystów (wzorowanych na ludowej sztuce czarnego lądu).  Szef i pracownik. Obaj wyznawcy Hajle Selasje.

Nasze kultury wyraźnie dzieli wyczucie piękna.

Wszędzie krążyły sępy

Przebierały tylko różne postacie, czasem handlarki talizmanami

Innym razem handlarza „czymś tam"

 

Sprzedawczyni chust, służących lokalnym kobietom za sukienki.

Czy wścibskich ptaków, liczących na okruchy ze stołu.

Tymczasem po krótkiej nocy nadszedł kolejny, oczekiwany przez nas świt.

Rybacy wracający z nocnego połowu

I my ruszający na połów

Kolej Łukasza

Już nieco przywykliśmy, wiemy co robić.

 

 

 

 

I kończy się dwoma udanymi holami. Trzecia ryba, która wzięła  w tej samej chwili podczas walki spadła. Ale byłoby zdjęcie…

I jeszcze jedna

Tylko w wodzie wyglądają dumnie.

Ta jest prawdziwym przykładem ich urody.

I waleczności…..

 

W całej okazałości

Gorąco

 

 

Najpierw fioletowa, po pełnej wściekłości walce staje się ciemno złota. Znak, że jest gotowa do podebrania.

 

Tymczasem nasi koledzy na Snark'u

 Też łowią żaglice

 

 

Do tego łowią wielkie żaglice

Adam łowi wielką Dorado

Ruben, wypatrzył atakującą Dorado

 Walczą wspaniale, w ciągu sekundy potrafią przebyć dystans kilkudziesięciu metrów. Jednak holowane na kijach przeznaczonych na marliny nie mają zbyt wielkich szans. Kolejnym razem część wyjazdu poświęcimy na rafowe ich łowy, przy użyciu spinningu i muchówki. To będzie jazda.

 Dorado są niezwykle smaczne

 Wahoo również 

 Po serii brań mniejszych ryb z furią przynętę atakuje żaglica 

Niebawem na Rybołownii pojawią się filmy z najciekawszych holi.

Ryba pozna fachowca

Na Snarku też emocje w zenicie.

 

 

 

Szczęśliwy człowiek

 

 

 

 Red Snapper Adama

A po łowieniu zwiedzamy miasto

I jego okolice

Szkoła pod baobabem

 

Gdziekolwiek byśmy się nie zatrzymali, w ułamku sekundy pojawiały się dzieci z powitalnym okrzykiem jamboooo

Rzeka, która brudziła wodę w oceanie

A w niej brodzące marabuty, bez piór tych ptaków ciężko byłoby krętaczom

To chyba jakaś symbioza?

Jeden się zaciekawił

 i pełzł w naszym kierunku – dobrze, że miałem długi obiektyw...

 

Afryka

Jednak nie na krokodyle tu przyjechaliśmy

Czarny marlin – w furii

 

Nikt nie pomoże

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Był zbyt blisko ale warto przyjrzeć się kolorom

 

Marlin czarny po wyjęciu z wody przybiera kolor lawendy. (Ciekawe jak wygląda marlin błękitny?)

Ruben z Marcinem, łowcą czarnego, naszego pierwszego Marlina

A po minucie marlin czarny istotnie jest czarny

Łodzi często towarzyszyły delfiny, jednak sfotografowanie ich graniczyło z cudem.

Zanosi się na obiad.

Mimo dość prymitywnych warunków w kambuzie, przyrządzane jedzenie było wyśmienite.

Dorado, mimo szybkości migawki 1/5000 nie udało mi się wykonać poprawnego zdjęcia tej ryby w walce.

 

 

Załoga posiadała tylko dwa widelce, więc ktoś musiał jeść palcami.
Będąc w tych stronach, pewne rzeczy należy zaakceptować i traktować jako element dodatkowych atrakcji.

Z pełnym brzuchem robota pójdzie

 

 

Oniemieliśmy, żaglica ślizgała się po powierzchni wody, kolorów jakie przybierała nawet nie umiemy nazwać.

Najlepsze zdjęcie jakie dotąd zrobiłem w życiu.

Kolejny ślizg

 

 

I nagle stała się brązowo złota, gotowa do podebrania

 

 

Ryba lubi fachowca

Na Snark’u załoga zmieniała przynęty.

 

Ruch był słuszny, zaowocował ogromną żaglicą

 

I nieco mniejszą barakudą

 Oraz potężną Dorado

Śnieżnej Gęsi zaczęły brać marliny. Wiem jakie to banalne...

 

Tym razem po drugiej stronie zestawu marlin pasiasty

 

 

Cóż za kolory

Rybę odhaczyliśmy w wodzie.

Rubenowi się to trochę nie podobało, chociaż po chwili wypatrzył dorado. Znacznie smaczniejszą….

 

 

 

Wahoo

 

I jeszcze jedna dorado

 

 

 

 

A po rybach zamienialiśmy się w japońskich turystów

 

 

 

 

 

Ploteczki, ploteczki

 

Na zakupach

 

Za miastem o zachodzie słońca

Kenia to silnie zindustrializowany, goniący za nowoczesnością kraj...

 

Za to rano można było usłyszeć wrzask dzioborożca, niepodobny do niczego co dotąd słyszałem

Żołny przypomniały rodzinne strony. W wyniku tzw. efektu cieplarnianego ptaki coraz pospolitsze w Polsce.

 

 

Świt

 

Początek kolejnej akcji

 

Odhaczamy żaglicę w wodzie

 Odpływa

Na Snark’u poruszenie

 

Po prostu piekna

 

kolejny hol

 

 

A z tej żaglicy wcale się nie cieszyłem. Liczyłem, że w mojej kolejce przypadnie branie marlina. Nawet Łukasz stwierdził, "były to już ostatnie podrygi ostrygi”

 

Wypadało na Marcina. Jednak Marcin miał jednego marlina na koncie, więc wspaniałomyślnie zrzekł się holu, proponując go Rafałowi (następnemu w kolejce). Rafał wiedział, że całe życie czekałem na taką szansę. Oddał mi wędkę. Dzięki jeszcze raz Panowie.

 

 

Ryba dwukrotnie wysnuła 600 metrów żyłki. Jednak walczyła przy powierzchni więc cofająca się łódź ułatwiała nawijanie. Podczas trzeciego odjazdu zeszła 600 metrów pionowo w dół. Rozpoczęła się gehenna, walka o każdy metr dzielący ją od powierzchni.

Wiele razy o tym słyszałem ale nie sądziłem, że kiedykolwiek mój kołowrotek tak się rozgrzeje, że będzie wymagał chłodzenia.

 

 

Po długiej walce marlin pasiasty wykonał jeszcze na powierzchni serie skoków.

 

 

 

 

Marlin Pasiasty

Marlin pasiasty, załoga i ja.

Ciężki

Przelatująca mewa załapała się na kawałek przynęty wypluty przez rybę

Jeszcze nie doszliśmy do siebie a kolejna ryba walczyła na końcu zestawu.
Rafał miał swojego marlina

 

 

 

 

Ryba szczęśliwie walczyła tylko przy powierzchni.

 

 

 

 

Mieniła się wszelkimi możliwymi odcieniami błękitów, fioletów i innych nienazwanych barw.

 

 

 

Marlin pasiasty, przepiękny w wodzie. Traci jednak na urodzie poza nią. 

Nie wiem czy to powód do chluby czy wstydu. Dwa marliny pasiaste i jedna żaglica ubite. (Miały poharatane skrzela, jedna ryba hak w oku)

Big Game kojarzy się Polakom tylko z Hemingwayem i wydaje się być poza naszym zasięgiem. Mimo to warto rozważyć, czy nie podjąć wyzwania. Osobiście 90% wędkarskiego czasu poświęcam muszce i salmonidom, jednak wędkarstwo w Kenii ma tak niepowtarzalny urok, że na pewno będę chciał wrócić.
Także  z muchówką.

 W zakładce RESZTA ZDJĘĆ znajdziecie fotki z drugiej, już nie wędkarskiej części naszej wyprawy do Kenii. Szukajcie w w katalogu A PO BIGD GAME FOTOSAFARI

tekst: Maciej Król

Zdjęcia:

Maciej Król
Rafał Wolnomiejski
Łukasz Pierzynowski
Marcin Boroszko
Marcin Tafelski  
Adam Kwiatkowski

i wielu innych


Web design: Agencja Interaktywna Arcymedia · Powered by: Luppo CMS